Wpis

czwartek, 16 czerwca 2016

13-14.06 - 4. i 5. dzień Euro - włoskie odrodzenie, hiszpańskie męki i węgierska niespodzianka

Hiszpania – Czechy 1:0
Irlandia – Szwecja 1:1
Belgia – Włochy 0:2
Austria – Węgry 0:2
Portugalia – Islandia 1:1

1. Poniedziałkowe starcie pomiędzy Belgią a Włochami było zdecydowanie najlepszym, jakie mogliśmy dotąd oglądać na francuskim turnieju. Przede wszystkim za sprawą reprezentantów Italii, którzy – co tu dużo kryć – zwyczajnie zdeklasowali faworyzowanych rywali i nie pozostawili żadnych wątpliwości co do tego, kto przywiózł na Euro drużynę, a kto jedynie zlepek indywidualności. Oczywiście, wszystkie krytyczne uwagi na temat słabości stanu osobowego włoskiej kadry pozostają w dalszym ciągu aktualne – poziom talentu chyba nigdy jeszcze nie był tam aż tak niski (a przynajmniej ja nie pamiętam). Sądząc jednak po przebiegu meczu z Belgią, łączna wartość całej reprezentacji Italii jest dużo większa, niż suma wartości jej poszczególnych piłkarzy. To odwrotnie niż u Belgów, którzy pokolenia młodych gwiazd grających na co dzień w lidze angielskiej (o ile przecież wyżej notowanej od włoskiej Serie A, która przez naszych rodzimych anglofili bywa wręcz wyszydzana) w dalszym ciągu nie są w stanie przekuć w zespół zdolny do wygrywania wielkich turniejów. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi chyba przede wszystkim selekcjoner, który mimo że ma do dyspozycji zawodników stworzonych do gry ofensywnej, to jednak zestawia ich w sposób ograniczający, a nie wykorzystujący ich naturalne atuty. Prawda może być też jednak taka, że belgijscy piłkarze nie są w rzeczywistości aż tak dobrzy, jak sugerowałaby to ich przynależność klubowa, a Włosi po prostu brutalnie ten fakt obnażyli.

2. Wracając jeszcze do Włochów, trudno w ich szeregach wyróżnić jakiegoś indywidualnego bohatera, gdyż praktycznie cały zespół funkcjonował na boisku perfekcyjnie. Byłoby jednak zbrodnią nie wspomnieć o małym dziele sztuki, jakie przy pierwszym golu wspólnie stworzyli Leonardo Bonucci i Emanuele Giaccherini – długie na kilkadziesiąt metrów i dokładne co do centymetra podanie tego pierwszego do drugiego można by oglądać bez końca. Majstersztyk!

3. Kończąc wątek włosko – belgijski, dodam jeszcze, że wspaniale obserwowało się dziecięcą, szaloną radość piłkarzy Italii, jaką zaprezentowali po końcowym gwizdku. Zwłaszcza w wykonaniu legendarnego bramkarza Gianluigiego Buffona, który w futbolu widział już i przeżył chyba wszystko, a mimo to wykazuje głód sukcesów i entuzjazm godny młodzika. Nawet jeżeli okaże się, że zwycięstwo nad Belgią było jedynym wzlotem Włochów na tym turnieju, to chociażby z tego względu warto było być jego świadkiem.

4. W innym spotkaniu tego dnia Hiszpanie bardzo długo nie byli w stanie uporać się z Czechami. Samego meczu nie oglądałem, ale podobno wróciły wszystkie hiszpańskie grzechy, czyli powolne rozgrywanie piłki w nieskończoność, aż do uśpienia zarówno przeciwników, jak i kibiców. Tym razem ta taktyka okazała się skuteczna – tuż przed końcem regulaminowego czasu gry męki Hiszpanów zakończył Gerard Piqué, który strzałem głową pokonał Petra Čecha.

5. Z kolei ostatni dzień pierwszej kolejki fazy grupowej przyniósł dwa zaskakujące rezultaty, z których większą niespodzianką była chyba mimo wszystko porażka Austrii z Węgrami. Była to zresztą przegrana całkowicie zasłużona, gdyż Austriacy prezentowali się wyjątkowo słabo i w niczym nie przypominali drużyny, która jeszcze w eliminacjach robiła prawdziwą furorę. Z kolei Madziarzy mają ogromne powody do radości – nie dość, że po wielu latach dostali się na wielką piłkarską imprezę, to jeszcze od razu wygrali; no i podczas gdy szanse Austrii na wyjście z grupy zmalały praktycznie do zera, to w przypadku Węgrów wzrosły one niepomiernie – punkt z Islandią powinien wystarczyć. Nie będzie to jednak zadaniem łatwym, gdyż w meczu z dużo wyżej notowaną Portugalią Islandczycy pokazali się z bardzo dobrej strony. Wprawdzie to Portugalczycy objęli prowadzenie po golu Naniego, ale po zmianie stron Wyspiarze zdołali wyrównać, a potem już do końca spotkania umiejętnie się bronili. Pomeczowe żale Cristiano Ronaldo, że Islandii zależało tylko i wyłącznie na tym, aby meczu nie przegrać, są chyba nieuzasadnione; zresztą gdyby gracz Realu Madryt lepiej współpracował z partnerami z drużyny (co robić powinien, jeżeli chce coś na tym turnieju zwojować), to być może nawet dzielna postawa Islandii nie na wiele by się jej zdała.

6. Po zakończeniu pierwszej rundy spotkań nasuwa się jedna zasadnicza refleksja: pada mało goli. Żaden zespół nie zdobył więcej niż dwie bramki, a w żadnym meczu nie strzelono ich więcej niż trzy. Trochę słabo, zwłaszcza jeśli ma się w pamięci obfitującą w gole fazę grupową Mundialu w Brazylii. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
fidelrulez
Czas publikacji:
czwartek, 16 czerwca 2016 22:03

Polecane wpisy

Trackback

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny