Wpis

czwartek, 26 czerwca 2014

19.06-24.06 - 8., 9., 10., 11., 12., 13. i 14. dzień Mundialu

Kolumbia - Wybrzeże Kości Słoniowej 2:1
Urugwaj - Anglia 2:1
Japonia - Grecja 0:0
Włochy - Kostaryka 0:1
Szwajcaria - Francja 2:5
Honduras - Ekwador 1:2
Argentyna - Iran 1:0
Niemcy - Ghana 2:2
Nigeria - Bośnia i Hercegowina 1:0
Belgia - Rosja 1:0
Korea Południowa - Algieria 2:4
USA - Portugalia 2:2
Australia - Hiszpania 0:3
Holandia - Chile 2:0
Kamerun - Brazylia 1:4
Chorwacja - Meksyk 1:3
Włochy - Urugwaj 0:1
Kostaryka - Anglia 0:0
Japonia - Kolumbia 1:4
Grecja - Wybrzeże Kości Słoniowej 2:1

1.
Ostatnio nieco zaniedbałem moje okołomundialowe blogowanie. Cóż, niestety nawet w trakcie Mistrzostw Świata zdarzają się bardziej pilne zajęcia, niż oglądanie piłkarskich zmagań (nie wierzę w to, com właśnie napisał). W rezultacie żadne z rozegranych w przeciągu ostatnich kilku dni spotkań (a jak sami widzicie, było ich cholernie dużo) nie doczekało się z mojej strony choćby słowa komentarza. A szkoda, bo co najmniej parę z nich naprawdę aż prosiło się o wzmiankę. Ponieważ jednak relacjonowanie meczu, który już dawno się zakończył, nie ma najmniejszego sensu, poniżej streszczam wydarzenia ostatnich dni w tempie iście ekspresowym.

2. Po pierwsze, Kostaryka. Przybysze z tego egzotycznego kraju nie przestają zaskakiwać. Nie dość, że na wstępie rozbili Urugwaj, to po paru dniach w swej bezczelności rzucili na kolana samą Italię. W tej sytuacji bezbramkowy remis z Anglią w ostatniej kolejce wystarczył Kostarykanom do zajęcia sensacyjnego, pierwszego miejsca w grupie. Wyczyn nie lada, jeśli weźmie się pod uwagę, że w pobitym polu pozostawili oni - summa summarum - siedmiokrotnych mistrzów świata.

3. Po drugie, Luis Suárez. Urugwajczyk jest doskonałym dowodem na to, jak cienka bywa granica pomiędzy geniuszem a szaleństwem. W meczu z Anglią oglądaliśmy to pierwsze - Suárez, powracający na boisko po kilkutygodniowej przerwie spowodowanej kontuzją, dwoma pięknymi golami posłał rywala na deski, wieńcząc tym chyba najdoskonalszy indywidualny występ, jaki póki co było nam dane oglądać na tych Mistrzostwach. Znudzonych moim nieustannym pianiem na cześć napastnika Liverpoolu kornie proszę o wybaczenie - bez bicia przyznaję się, że na punkcie jego gry już od lat mam fiksum dyrdum (zresztą nie ja jeden - przykład pierwszy z brzegu macie tu). Do tego stopnia, że usilnie staram się znaleźć przyczynę, dla której w 80. minucie kolejnego spotkania przeciwko Włochom Urugwajczyk ni stąd ni zowąd postanowił szczękami zaatakować Giorgio Chielliniego. Wiem jednak, że racjonalna przyczyna nie istnieje - Luis Suárez przyzwyczaił nas przecież do tego, że wybitne, magiczne wręcz umiejętności piłkarskie idą u niego w parze z ewidentnymi problemami z psychiką (nie był to wszak pierwszy raz, gdy Urugwajczyk pogryzł boiskowego rywala). Wielka szkoda, że o tej swojej ciemnej stronie mocy Suárez przypomniał akurat teraz. Mógł zostać niekwestionowaną gwiazdą całych Mistrzostw, a tak skończy się zapewne na długotrwałej dyskwalifikacji (FIFA wprawdzie nie podjęła jeszcze decyzji, jak ukarać Urugwajczyka, ale nie sądzę, by była w tej sprawie pobłażliwa).

4. Po trzecie, Ghana i Stany Zjednoczone. Być może piłkarsko ustępują grupowym rywalom - Niemcom i Portugalczykom - ale pod względem przygotowania fizycznego przewyższają każdą drużynę na tym Mundialu. W spotkaniu z Germanią Afrykańczycy poruszali się z szybkością i zwinnością pantery - gdyby nie instynkt strzelecki Miroslava Klose (zdobył swoją 15. bramkę w historii występów na Mundialu, dzięki czemu zrównał się z Brazylijczykiem Ronaldo), niechybnie sprawiliby sensację. Bliscy tego byli również Amerykanie, którym zabrakło paru sekund, by pokonać (i wyeliminować z turnieju) faworyzowaną Portugalię. Cristiano Ronaldo? Wciąż pozostaje bez bramki na tych Mistrzostwach.

5. Po czwarte, Francja. Po pewnym zwycięstwie nad Hondurasem, w drugiej kolejce reprezentacja znad Sekwany sprała na kwaśne jabłko Szwajcarów. Z taką grą podopieczni Didiera Deschampsa mogą zajść naprawdę daleko. Pozostawienie w domu awanturników i pyskaczy w stylu Samira Nasriego okazało się być bardzo dobrą decyzją - inaczej, niż miało to miejsce na kilku poprzednich turniejach, w reprezentacji Tricolores panuje obecnie sielanka i to automatycznie przekłada się na wyniki.

6. Po piąte, Europa. Póki co ekipy wywodzące się ze Starego Kontynentu znajdują się w odwrocie (i niestety nic nie wskazuje na to, by był to odwrót zorganizowany). Najmocniej leją nas zespoły z Nowego Świata - pod ich naporem padły już Hiszpania, Włochy, Anglia i Chorwacja, a za sprawą Amerykanów solidnie zachwiała się też Portugalia. Brazylijski klimat daje się Europejczykom we znaki mocniej, niż można było przypuszczać.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
fidelrulez
Czas publikacji:
czwartek, 26 czerwca 2014 02:47

Polecane wpisy

Trackback

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny